















|
 |
Dla demokracji zagrożeniem jest każdy ekstremizm. Opamiętajcie się! Reakcje europejskich mediów na wyborczy sukces Le Pena trudno ocenić inaczej niż jako krańcowo żenujące, a wręcz groźne. Wrzask, histeria, groteskowa egzaltacja i mnóstwo obłudy. Lamentom nad zagrożeniem ze strony "skrajnej prawicy" towarzyszy całkowite przemilczenie faktu, że jeszcze więcej głosów od Le Pena otrzymali ekstremiści lewicowi. Mało, w ogólnej histerii zaliczono tych ostatnich do "antyfaszystowskiego" frontu. Trzeba doprawdy ulec całkowitemu zaczadzeniu, by "obrońców republiki" szukać wśród trockistów. Demokratyczny werdykt, dotąd będący dla liberalnych elit fetyszem, okazuje się w najlepszym wypadku niegodnym przyjęcia do wiadomości. Dotąd słyszeliśmy, iż istotą demokracji jest rozstrzygający głos większości przy maksymalnym poszanowaniu mniejszości - okazuje się jednak, że są mniejszości, którym żadne prawa nie przysługują, na przykład ci, którzy mieli czelność oddać swoje głosy na kandydata nieakceptowanego przez media i intelektualistów, choćby stanowili ponad 10 procent społeczeństwa.
"Francja nie może przecież - zwracam uwagę na słówko "przecież", które usprawiedliwia i wyjaśnia wszystko - wpaść w ręce populisty". Takimi słowami komentuje francuskie wybory "Gazeta Wyborcza", dostosowując się do ogólnego tonu. Nie może "przecież"? To co zrobić, jeśli odsetek głosujących na Le Pena nadal się będzie zwiększał? Odebrać prawa wyborcze tym, którzy korzystają z nich niewłaściwie? Sfałszować wybory? Dokonać wojskowego zamachu stanu i wprowadzić w celu ratowania demokracji liberalną dyktaturę? Uzbroić uliczny tłum w pałki i kastety, aby wyperswadował zwolennikom Le Pena, że "faszyzm nie przejdzie", demolując biura wyborcze i rozbijając głowy aktywistom Frontu Narodowego? W bezprzykładnej histerii, jaka zapanowała od niedzieli, nietrudno wyobrazić sobie, że podobne działania zyskałyby aprobatę "kręgów opiniotwórczych".
Opamiętajcie się! Histeria naprawdę nie służy myśleniu, a może doprowadzić do tragedii. To, że niemiły elitom kandydat wszedł do drugiej tury wyborów, nie jest końcem świata ani końcem demokracji. Nie byłoby jeszcze końcem demokracji nawet ostateczne zwycięstwo Le Pena. Dałoby przecież władzę tylko w granicach konstytucyjnych zapisów. Choćby chciał, nie mógłby, wbrew temu, co wypisują ogarnięte szaleństwem media, wygnać z Francji wszystkich obywateli obcego pochodzenia - chyba że zyskałby dla takiej inicjatywy poparcie dwóch trzecich deputowanych. Albo gdyby wcześniej, przed jego hipotetycznym dojściem do władzy, mechanizmy demokratyczne zostały zniszczone przez samych "obrońców republiki", gotowych za wszelką cenę, prawem i lewem, zagrodzić drogę do władzy "superfaszyście".
Oczywiście, taki rozwój wypadków jest na razie mało prawdopodobny. Raczej stanie się to, co po wyborczym sukcesie austriackiej FPO: nic. Front Narodowy wejdzie na jesieni do francuskiego parlamentu i również nie stanie się nic. Wzrośnie tylko liczba obywateli nabierających przekonania, że owi tak bardzo atakowani i nienawidzeni przez rządzących "faszyści" są atrakcyjną alternatywą dla ciągłego wybierania między oszustem z socjaldemokracji a oszustem z chadecji.
Więc także w kolejnych wyborach, w innym kraju, "faszyści" zwiększą swój stan posiadania. Wprawi to oczywiście establishment w jeszcze większą i jeszcze gwałtowniej wyrażaną panikę. Jeśli taka spirala absurdu będzie rozkręcać się dalej, skutkiem może być przyzwolenie europejskich elit dla ekstremizmu lewicowego. Obserwowane od lat pobłażanie dla antyglobalistów, antyfaszystów czy radykalnych ekologów każe uważać to niebezpieczeństwo za bardzo realne.
Opamiętajcie się i zdajcie sobie sprawę - kieruję te słowa do liberalno-lewicowych intelektualistów - że dla demokracji zagrożeniem jest każdy ekstremizm, zarówno "prawicowy", jak i lewacki. Demokracje obronić może tylko silne centrum. We Francji centrum to zostało osłabione poprzez próbę zawłaszczenia państwa i całego dyskursu medialnego przez jedną, liberalno-lewicową ideologię. W ten sposób duża grupa obywateli nieidentyfikująca się z tą ideologią została odepchnięta od dyskursu publicznego i w naturalny sposób uległa radykalizacji.
Podgrzewanie histerii i wpuszczanie na salony trockistów radykalizację tę nieuchronnie pogłębi. Zamiast szczuć przeciwko wyborcom Le Pena, należy się zastanowić nad ich racjami i otworzyć się na nie. Dopóki ideologiczny obłęd lewicy każe wpychać do "faszyzmu" walkę z przestępczością, dopóty ludzie bojący się wyjść na ulicę będą głosować na "faszystów". Dopóki tenże obłęd z wszelkich problemów z imigracją czyni tabu, dopóty propozycje "faszystów" okazują się jedyne. Skoro "faszyzmem" jest każde odmienne spojrzenie na zadekretowany sposób budowania jedności europejskiej... I tak dalej.
Doprawdy najwyższy czas, by europejskie elity intelektualne przestały powtarzać histeryczne slogany, a zaczęły robić to, za co im się płaci: myśleć.
RAFAŁ A. ZIEMKIEWICZ za "Rzeczpospolitą" z 25.04.2002 r. 28. 4. 2002
Koncepcja SLD służy doraźnym interesom postkomunistów Lider PiS Lech Kaczyński uważa, że propozycja SLD dotycząca wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast ma służyć Sojuszowi. Kaczyński ocenił, że "SLD nie jest w stanie wyjść poza swoje partykularne interesy". Lider PiS Lech Kaczyński uważa, że propozycja SLD dotycząca wyborów wójtów, burmistrzów i prezydentów miast ma służyć Sojuszowi. Kaczyński ocenił, że "SLD nie jest w stanie wyjść poza swoje partykularne interesy".
Zarząd Krajowy SLD opowiedział się w czwartek za bezpośrednimi wyborami wójtów, burmistrzów i prezydentów miast w tegorocznych wyborach samorządowych.
Jednocześnie Sojusz chce, by w przypadku, gdy żaden z kandydatów nie uzyska bezwzględnej większości głosów, w drugiej turze wójta, burmistrza lub prezydenta miasta wybierała rada spośród osób, które uzyskały pewien próg poparcia, prawdopodobnie 15 proc.
"To jest koncepcja, która ma służyć Sojuszowi. Niczego więcej się nie spodziewałem, ponieważ SLD nie jest w stanie wyjść poza swoje partykularne interesy i to jest jedno z największych polskich nieszczęść" - powiedział dziennikarzom w czwartek Kaczyński.
Jego zdaniem, "taki model jest przyjęty tylko i wyłącznie pod zamówienie SLD". Lider PiS ocenił, że "chodzi o to, aby właściwie nigdy nie eliminować kandydata SLD na wójta, burmistrza czy prezydenta".
Według Kaczyńskiego, ponieważ niewielu kandydatów może uzyskać w pierwszej turze ponad 50 proc. głosów, Sojusz zbudował sobie taką koncepcję, która pozwoli mu zbudować bardzo wiele układów samorządowych.
Lider PiS dodał, że SLD dysponuje jednocześnie władzą centralną, z którą łączy się możliwość korzystania z określonych profitów. "Wiec dla tych, dla których sojusz z SLD nie jest wykluczony ze względów ideologicznych i patriotycznych, SLD jest sojusznikiem poręcznym" - powiedział.
Kaczyński uważa, że "SLD zawsze będzie działał tak, żeby wyszło na jego". W jego opinii, wybór w drugiej turze wójtów, burmistrzów, prezydentów przez radę jest nieporozumieniem. "To jest system złamany, jest jednocześnie bezpośredni i pośredni" - powiedział.
(PAP) 27. 4. 2002
PiS i Przymierze Prawicy podpisały umowę zjednoczeniową "Stworzyliśmy jedną partię, która będzie w stanie odegrać na prawej stronie sceny politycznej - sięgającej aż do centrum - rolę integratora, rolę formacji, która jest w stanie zdobyć znaczące poparcie społeczne" - powiedział w środę na konferencji prasowej w Sejmie przewodniczący klubu parlamentarnego PiS Jarosław Kaczyński. Liderzy Prawa i Sprawiedliwości oraz Przymierza Prawicy podpisali w środę umowę zjednoczeniową.
Przewodniczący Przymierza Prawicy Kazimierz Michał Ujazdowski uważa, że "wyborcy prawicowi czekali na ten znak jedności".
"Jedność jest warunkiem sukcesu prawicy. Ta decyzja będzie dobrze przyjęta przez naszych sympatyków, tych, którzy traktują rządy SLD jako niedobry incydent w historii naszego kraju" - dodał Ujazdowski.
Jak poinformował Kaczyński, zjazd zjednoczeniowy członków PiS i Przymierza Prawicy odbędzie się najprawdopodobniej 2 czerwca w Warszawie.
Według Ujazdowskiego po zjednoczeniu w PiS "istnieją wszystkie ważne kierunki ideowo-programowe polskiej prawicy". "Kierunek państwowy, którego istotą jest walka o silne państwo - to kierunek utożsamiany z braćmi Kaczyńskimi; kierunek chrześcijańsko-narodowy, reprezentowany i budowany przez Marka Jurka; i kierunek konserwatywny, który ja mam zaszczyt reprezentować. Zjednoczony PiS jest to więc formacja polityczna o pełnym charakterze" - mówił Ujazdowski.
Kaczyński powiedział, że PiS opowiada się za jednością prawicy "nastawioną na wybory parlamentarne w 2005 roku".
"Ale jesteśmy też za wyciągnięciem wniosków personalnych z tego, co było. W żadnym razie nie mamy zamiaru przywracać do życia politycznego ludzi, którzy się skompromitowali, którzy pokazali, że nie mają żadnych umiejętności politycznych ani uczciwości potrzebnej do uprawiania polityki" - zastrzegł Kaczyński.
Lider PiS potwierdził, że trwają rozmowy jego ugrupowania z Platformą Obywatelską na temat wspólnego startu w wyborach samorządowych.
"Rozmowy toczą się w bardzo dobrej atmosferze, ich finał jest nieodległy. Jest pewna różnica zdań. My byśmy chcieli koalicji szerszej - podmiotu, który by zrównoważył polską scenę (polityczną). Nasi koledzy i przyjaciele z Platformy mają tu inne zdanie. Nie jest to różnica zasadnicza. Oczywiście dla nas to porozumienie z Platformą jest najważniejsze" - relacjonował Kaczyński.
Umowa zjednoczeniowa z Przymierzem Prawicy zakłada, że na czele PiS będą - tak jak obecnie - stali bracia Kaczyńscy: Lech jako prezes partii i Jarosław jako przewodniczący zarządu. Partią ma kierować 12-osobowy komitet polityczny (7 polityków PiS i 5 polityków obecnego Przymierza Prawicy). Będzie 4 wiceprzewodniczących: 2 z Przymierza Prawicy, 2 z PiS. W 5 województwach prezesami lokalnych struktur mają zostać politycy obecnego Przymierza, w pozostałych będą wiceprezesami.
"Wiceprezesami najprawdopodobniej zostaną Ludwik Dorn, Adam Lipiński, Kazimierz M. Ujazdowski, Marek Jurek" - powiedział PAP rzecznik PiS Adam Bielan.
Partia Prawo i Sprawiedliwość została zarejestrowana w czerwcu 2001 roku. Społeczne komitety "Prawo i Sprawiedliwość" zaczęły powstawać w marcu 2001 roku z inspiracji braci Kaczyńskich. Pod koniec kwietnia ogłoszono powstanie komitetu ogólnokrajowego, który zapowiedział start w wyborach.
W maju 2001 roku, po fiasku rozmów w sprawie jednej listy ugrupowań centroprawicowych, komitet "Prawo i Sprawiedliwość" podpisał porozumienie o wspólnym starcie w wyborach z Przymierzem Prawicy.
Według władz partii, PiS liczy 10 tys. członków, działających w komitetach na szczeblu powiatów.
Przymierze Prawicy zostało utworzone w marcu 2001 roku przez byłych działaczy ZChN, a także polityków SKL przeciwnych współpracy tej partii z Platformą Obywatelską. Partia ma struktury we wszystkich województwach i liczy ok. 2,5 tys. członków.
PiS ma 44 posłów. W Senacie to ugrupowanie reprezentuje tylko jedna osoba - Maria Anna Kurska.
(PAP) 25. 4. 2002
Rada polityczna Przymierza Prawicy za zjednoczeniem z PiS "Zatwierdziliśmy porozumienie w przekonaniu, że polskiej polityce potrzebna jest ideowa i silna formacja prawicowa. Taką formacją z pewnością będzie zjednoczony PiS" - powiedział PAP w sobotę prezes Przymierza Prawicy Kazimierz Michał Ujazdowski.. Rada polityczna Przymierza Prawicy zaakceptowała w sobotę warunki zjednoczenia z partią Prawo i Sprawiedliwość.
Tydzień wcześniej rada polityczna PiS zaakceptowała warunki zjednoczenia z Przymierzem Prawicy. "Jeżeli Przymierze Prawicy także te warunki przyjmie, to do początku czerwca nasze dwie partie zmienią się w jedną partię" - mówił wtedy lider PiS Jarosław Kaczyński.
Ujazdowski nie chciał na razie ujawniać formuły i warunków zjednoczenia. "To ogłosimy oficjalnie z naszymi partnerami politycznym w przyszłym tygodniu" - zapowiedział. Jak ujawnił polityk Przymierza Mariusz Kamiński, umowa zjednoczeniowa zakłada, że na czele PiS będą - tak jak obecnie - stali bracia Kaczyńscy - jeden jako prezes partii, drugi jako przewodniczący zarządu. Partią ma kierować 12-osobowy komitet polityczny (7 polityków PiS i 5 polityków obecnego Przymierza Prawicy). Będzie 4 wiceprzewodniczących: 2 z Przymierza Prawicy, 2 z PiS. Inny, pragnący zachować anonimowość polityk Przymierza powiedział PAP, że "wiceprezesami komitetu politycznego najprawdopodobniej zostaną Kazimierz M. Ujazdowski i Marek Jurek".
Przymierze Prawicy zostało utworzone w marcu 2001 roku przez byłych działaczy ZChN, a także polityków SKL przeciwnych współpracy tej partii z Platformą Obywatelską. 17 posłów Przymierza Prawicy weszło do Sejmu z list komitetu Prawo i Sprawiedliwość.
Partia Prawo i Sprawiedliwość została zarejestrowana w połowie czerwca 2001 roku. W maju 2001 roku, po fiasku rozmów w sprawie jednej listy ugrupowań centroprawicowych, komitet "Prawo i Sprawiedliwość" podpisał porozumienie o wspólnym starcie w wyborach z Przymierzem Prawicy.
(PAP) 22. 4. 2002
Koalicje samorządowe - jak to wygląda w Rzeszowie Zbliżają się wybory samorządowe, niby tak jak zwykle, wszystko wiadomo, ale tak naprawdę to nie wiadomo nic. Problemy polskiej prawicy w takich warunkach są jeszcze bardziej niestety zauważalne i przeszkadzają w konkretnym działaniu. Rzeszów jest tego dobitnym przykładem. Prawo i Sprawiedliwość bawi się w gierki, raczej jej poszczególni członkowie się bawią i skutek jest taki , że nie wie prawica co czyni lewica. Z góry słyszy się głosy, że do wyborów PiS i Przymierze Prawicy pójdą jako jedna partia. Ale... pewnie jedna partia na dwóch różnych listach. Marek Jurek (PP)- poseł z tego okręgu prowadzi, lub przynajmniej prowadził dość zaawansowane rozmowy z Ligą Rodzin Polskich i dodatkowo z Unią Polityki Realnej. Wszystko szło dobrze, gdy nagle okazało się to wszystko fikcją, gdyż pan Marek Kuchciński postanowił dogadać się z panem Tomaką (PO). Oczywiście poseł PiS wcale nie pytał posła PP o zdanie bo i po co, skoro do wyborów idzie tylko PiS (PP będzie jego częścią) więc rozmowy pana Jurka, a tym samym jego prywatne czy też partyjne zdanie nie ma znaczenia. Chyba, że.... (i tutaj nie chcę niczego insynuować). W takiej sytuacji na lodzie zostaje LPR. Mimo ogromnego poparcia jakie ma na Podkarpaciu, potrzebuje ona wsparcia osobowego, gdyż samodzielnie nie jest w stanie utworzyć list. Unia Polityki Realnej jest jej chętna pomóc, ale to również nie obywa się bez problemów. Pani poseł XY bardzo chętnie rozmawia i w ogóle.
Ale w tym wypadku ogóły nie wystarczą, gdyż pan Wrzodak nie jest chętny do współpracy z antychrystami, a nawet nie bardzo mu się współpracuje z ideową koleżanką, która z tymi z UPR-u chce rozmawiać. Problem który dotyczy LPR nie jest również obcy politykom z PO i PiS a jeszcze bardziej UPR, gdyż ich listy też będą świecić pustkami jeśli nie znajdą z tej sytuacji odpowiedniego wyjścia. Wyjściem awaryjnym może być wzięcie ludzi z poboru, czyli zgarnięcie resztek AWS "P". Skutki będą takie, że sukces (???) prawicy będzie jej największą porażką, gdyż ludzie pozostaną ci sami a ideały pójdą się przespać do następnych wyborów. Jeżeli ktoś coś z tego zrozumiał to gratuluję. Bo dla mnie sytuacja, gdzie poszczególni ludzie niby poważni stawiają osobiste sympatie i antypatie ponad dobro swojej partii, nie mówiąc już o dobru regionu, jest chora.
Ewa Pokrywa za http://www.reaktor.org.pl/ 19. 4. 2002
„Nasz Dziennik”: PiS - Z kim do wyborów ? Do najbliższych wyborów samorządowych politycy Prawa i Sprawiedliwości chcieliby pójść w ramach możliwie jak najszerszego porozumienia sił centroprawicowych. W tym kontekście pada tu najczęściej nazwa Platformy Obywatelskiej, ale podczas niedzielnego posiedzenia Rady Politycznej PiS, Jarosław Kaczyński wspomniał też o sojuszu z Ligą Polskich Rodzin. Koalicję z PO wyklucza jednak wiceprzewodniczący LPR Roman Giertych. Rada Polityczna Prawa i Sprawiedliwości oficjalnie upoważniła prezesa PiS do przeprowadzenia rozmów i zawarcia porozumienia w sprawie koalicyjnego startu w wyborach samorządowych. Jarosław Kaczyński zaznaczył, że ci, którzy chcą z PiS-em wchodzić w sojusze muszą z góry wyrzec się porozumień z SLD i Samoobroną. Kaczyński potwierdził, że trwają rozmowy polityków jego formacji z Platformą Obywatelską w sprawie stworzenia samorządowej koalicji. - To jest partner racjonalny, z którym rozmawia się łatwo. Jestem przekonany, że się porozumiemy. Ale nie zamykamy się na rozmowy z innymi. Chodzi nam jednak o podmioty, które reprezentują jakąś siłę i pewien poziom zorganizowania i odpowiedzialności - mówił lider PiS. - Podsumujmy głosy Platformy i PiS - to daje dwadzieścia kilka procent. Jeśli przyjąć, że jednocześnie daje pewien element ofensywności politycznej i my nie wykluczamy w pewnych sytuacjach sojuszy z LPR - to szanse na sukces są poważne - ocenił Kaczyński. Ale sojusz z LPR wykluczył Giertych. - Życzymy powodzenia PiS-owi w kontaktach z Platformą. - Nawet wolelibyśmy, by połączyli się w jedną formację, bo tak naprawdę niewiele ich różni - mówił wiceprzewodniczący Ligi Roman Giertych. - PiS musiałoby go [Millera - przyp. red.] przestać popierać, a tymczasem słyszymy, że w referendum, będącym de facto głosowaniem nad wotum zaufania dla rządu, ta partia będzie głosować za Leszkiem Millerem - stwierdził Giertych.
Mikołaj Wójcik za „Naszym Dziennikiem” z 16 czerwca 2002 r.
Komentarz redakcji "Prawicy Polskiej"
Nierozważny, ostry atak skierowany przez posła Romana Giertycha w stosunku do PiS jest nieuzasadniony. Prawo i Sprawiedliwość obwarowało poparcie dla wejścia Polski do UE, szeregiem warunków gwarantujących naszemu krajowi pełnoprawne uczestnictwo a nie na zasadach kraju II kategorii o czym informuje oświadczenie PiS, zamieszczone w całości m.in. w dziale aktualności na naszych stronach internetowych. Nieprzemyślane wypowiedzi posła Giertycha szkodzą również zaawansowanym rozmowom, prowadzonym przez działaczy PiS, LPR oraz Przymierza Prawicy w szeregu gminach, dotyczącym zawiązaniu ewentualnych koalicji samorządowych przed zbliżającymi się wyborami. Koalicje PiS - LPR są możliwe i bardzo realne np. w pomorskich gminach, gdzie bardzo zaawansowane rozmowy są prowadzone m.in. w Słupsku i Gdyni. Rozmowom tym przychylni są posłowie: Wiesław Walendziak (PiS), Robert Strąk (LPR) oraz Dorota Arciszewska –Mielewczyk (SKL-RNP). W Trójmieście podobnie jak w Warszawie mało realna wydaje się współpraca PO z PiS, gdyż właśnie w tych samorządach doszło do wielu nieprawidłowości i nadużyć w obecnej kadencji samorządowej. Za nieprawidłowości te odpowiedzialność ponoszą działacze, dzisiaj w większości związani z PO, których działania zmierzają m.in. do reelekcji obecnych układów władzy. Tymczasem władze krajowe PiS w uchwale dotyczącej wyborów samorządowy ostro piętnują wszelkie nieprawidłowości obecne w polskich samorządach (uchwała w całości przytoczona na naszych stronach internetowych). O wszystkich tych działaniach oraz zdarzeniach na bieżąco informujemy na stronach internetowych „Prawicy Polskiej”. 17. 4. 2002
Rada Polityczna PiS nt. samorządów Rada Polityczna Prawa i Sprawiedliwości podjęła w sobotę uchwały w sprawie warunków wejścia Polski do UE, koalicji w wyborach samorządowych i natychmiastowego zaniechania działań militarnych zagrażających betlejemskiej bazylice. Uchwała nr 2 Rady Politycznej Prawa i Sprawiedliwości z 13.04.2002 r.
Rada Polityczna upoważnia Prezesa Prawa i Sprawiedliwości i Zarząd Główny do przeprowadzenia rozmów i zawarcia porozumienia w sprawie wspólnego (koalicyjnego) wystąpienia w wyborach samorządowych do Sejmików Wojewódzkich oraz do władz 11 największych miast polskich. Umowa może zawierać zalecenie zawarcia analogicznych koalicji w wyborach do władz powiatów i gmin. Porozumienie powinno spełniać następujące warunki: 1. Płaszczyzną polityczno-moralną która powinna stanowić podstawę porozumienia, musi być postulat odnowy samorządów, który sprowadzałby się do realizacji następujących przedsięwzięć: a. powinna być przeprowadzona selekcja kandydatów na listy wyborcze, tak by wyeliminować osoby skompromitowane nieuczciwością lub nieudolnością. Procedury selekcyjne powinny być jawne. b. należy postulować wspólnie zmiany ustawodawcze a jeśli będzie to nieskuteczne przygotować odpowiednie regulacje prawa lokalnego, które zobowiązywałyby osoby pełniące funkcje samorządowe do ujawnienia majątków w tym w szczególności majątku przejętego w jakiejkolwiek formie z mienia komunalnego. c. należy podjąć działania, które zmierzałyby do ujawnienia warunków i okoliczności zawarcia wszystkich ważniejszych kontraktów i innych decyzji o poważnym wymiarze finansowym jakie zostały podjęte w trakcie mijającej kadencji samorządu. Konieczne jest równolegle opracowanie przepisów, które uniemożliwiałyby albo co najmniej znacznie utrudniały dokonywanie nadużyć w trakcie kolejnych kadencji samorządów (jawność, obowiązek ujawniania kontaktów lobbystycznych). d. przygotowanie działań prawnych i politycznych, które pozwoliłyby umocnić oddziaływanie opinii publicznej na samorząd. Chodzi szczególnie o powołanie konwentów obywatelskich, które miały prawo oceniania finansowej działalności władz samorządowych (wykonywania budżetu, zawieranie ważniejszych kontraktów), informowania o tym opinii publicznej a w razie potrzeby także organów kontroli i organów ścigania. e. opracowanie nowego statusu urzędników samorządowych, który pozwoliłby wyeliminować nepotyzmu, niekompetencje i przerosty zatrudniania. 2. Strony porozumienia muszą zobowiązać się do nie zawierania koalicji z SLD i Samoobroną. 14. 4. 2002
PiS łączy siły z Przymierzem Prawicy Rada Polityczna Prawa i Sprawiedliwości uznała odnowę samorządów za podstawę budowania koalicji w wyborach do rad gmin i powiatów oraz sejmików wojewódzkich. Rada Polityczna PiS zaakceptowała też warunki zjednoczenia z Przymierzem Prawicy. Jeżeli Przymierze Prawicy także te warunki przyjmie, to do początku czerwca nasze dwie partie zmienią się w jedną partię - powiedział na konferencji prasowej w Sejmie lider PiS Jarosław Kaczyński.
Nie chciał jednak ujawnić warunków tego połączenia, bo - jak określił - nie zostało jeszcze zatwierdzone przez przyjaciół Przymierza Prawicy. Władze Przymierza mają zająć się tą sprawą w ciągu najbliższego tygodnia.
To jest połączenie mające bardzo dobrą podstawę w dobrze i całkowicie wspólnie, bez podziałów, funkcjonującym klubie parlamentarnym - dodał Kaczyński.
Rada Polityczna oficjalnie upoważniła też prezesa PiS do przeprowadzenia rozmów i zawarcia porozumienia w sprawie koalicyjnego startu w wyborach samorządowych.
Tu nie chodzi o to, by po raz kolejny +urządzać się w samorządach+. Tu chodzi o to, by zacząć dobrze rządzić. Żeby nadużycia, nepotyzm, przerosty zatrudnienia - te choroby samorządów - zostały ograniczone, a jeśli się da całkowicie wyleczone - wyjaśnił Kaczyński.
PiS proponuje m.in. powołanie konwentów obywatelskich, które miałyby umocnić oddziaływania opinii publicznej na samorząd, np. oceniając decyzje finansowe lokalnych władz.
Konwenty to ma być przedsięwzięcie społeczne, które miałoby ewentualne podstawy prawne w uchwałach miejscowych rad czy sejmików. Chodzi o to, by grupa ludzi mająca autorytet i aktywna społecznie mogła pewne sprawy oceniać i podejmować decyzje, np. o skierowaniu tych spraw do NIK - tłumaczył Kaczyński.
Jego zdaniem, to jeden ze sposobów utrudniania dokonywania nadużyć w samorządach. Dziś często jest tak, że w danej gminie wszyscy wiedzą co się dzieje, mówiąc najprościej wiedzą, że kradną, a mimo wszystko ci sami ludzie są dalej wybierani. Trzeba szukać tu jakiegoś wyjścia - opisywał Kaczyński.
Dodał, że to oczywiste, że ci, którzy chcą z nami wchodzić w sojusze muszą z góry wyrzec się sojuszy z SLD i Samoobroną.
Kaczyński potwierdził, że trwają rozmowy polityków PiS i Platformy Obywatelskiej w sprawie samorządowej koalicji.
To jest partner racjonalny, z którym rozmawia się łatwo. Jestem przekonany, że się porozumiemy. Ale nie zamykamy się na rozmowy z innymi. Chodzi nam jednak o podmioty, które reprezentują jakąś siłę i pewien poziom zorganizowania i odpowiedzialności - mówił lider PiS.
Zdaniem Kaczyńskiego, realny jest sukces centroprawicy w wyborach samorządowych, czyli pokonanie SLD. Podsumujmy głosy Platformy i PiS - to daje dwadzieścia kilka procent. Jeśli przyjąć, że jednocześnie daje pewien element ofensywności politycznej i my nie wykluczamy w pewnych sytuacjach sojuszy z LPR - to szanse na sukces są poważne - ocenił.
Uchwała Rady Politycznej PiS głosi także, że powinna być przeprowadzona selekcja kandydatów na listy wyborcze tak, by wyeliminować osoby skompromitowane nieuczciwością lub niewydolnością. Procedury selekcyjne powinny być jawne.
Należy postulować zmiany ustawodawcze, a jeśli to będzie nieskuteczne przygotować odpowiednie regulacje prawa lokalnego, które zobowiązywałyby osoby pełniące funkcje samorządowe do ujawnienia majątków, w szczególności majątku przejętego w jakiejkolwiek formie z mienia komunalnego - głosi uchwała Rady Politycznej PiS.
(and) za Wirtualną Polską 14. 4. 2002
Przed wyborami samorządowymi Gdańscy radni mówią o sojuszach Kto z kim pójdzie do wyborów samorządowych? Mimo że mają się one odbyć dopiero w październiku, radni z poszczególnych partii już teraz zastanawiają się, z kim zawrzeć przedwyborcze koalicje. Dziś dyskutować mają o tym choćby politycy z gdańskiego PiS. W 1998 roku wszystko było jasne. O zwycięstwo w wyborach samorządowych walczyły trzy wielkie ugrupowania: AWS, SLD oraz Unia Wolności. Zwyciężyła AWS, która do Rady Miasta Gdańska wprowadziła aż 36 rajców. Lewica - 16, a UW - 8. Tyle tylko, że później sytuacja w radzie skomplikowała się wskutek rozpadu AWS. Radni z tego ugrupowania przeszli do Platformy Obywatelskiej, Forum Gdańskiego, a kilku pozostało w Ruchu Społecznym, ale już bez przyrostka AWS. Okrojona i osłabiona została także Unia Wolności. Krzepko trzymał się za to przez całe cztery lata SLD, mimo że jeden z jego radnych został wykluczony z klubu za jazdę samochodem po pijanemu.
Marzenia gdańskiej lewicy
Nie jest tajemnicą, że w tym roku SLD chciałby wygrać wybory w Gdańsku. Niektórzy radni lewicy nie ukrywają, że mają dosyć bycia opozycją, nawet jeśli jest ona stosunkowo silna.Sojusz rozpoczął już przygotowania do kampanii wyborczej i stara się pozyskać wsparcie przede wszystkim gdańskich środowisk kupieckich. Stąd też wyraźne ukłony w jego stronę, choćby w uzasadnieniu odwołania Zarządu Miasta Gdańska, gdzie znalazł się fragment o inwazji hipermarketów w mieście, które szkodzą polskiemu handlowi. Czy Sojusz zawrze koalicję przedwyborczą z kupcami?- Tego nie można wykluczyć - mówi radny Aleksander Żubrys, szef gdańskiego SLD. - Wspieramy przecież środowiska kupieckie i przedwyborcza współpraca z nimi jest możliwa... Jednak na pewno nie ze wszystkimi organizacjami kupieckimi działającymi w mieście. Szyki gdańskiego SLD pomieszała bowiem... decyzja wojewody Jana Ryszarda Kurylczyka, który ostatnio zezwolił na budowę hipermarketu Real na Przymorzu. Oburzyło to część kupców - m.in. tych skupionych wokół polskiej sieci handlowej Lewiatan. Można się spodziewać, że ta SLD przed wyborami nie poprze.
Romansują na prawicy
Głównym konkurentem w wyborczych szrankach ma być dla lewicy Platforma Obywatelska. Od początku tego roku mówi się, że ta partia może zawrzeć koalicję z PiS - partią braci Kaczyńskich, która w Gdańsku ma spory apetyt na władzę. Na razie jednak politycy obu ugrupowań mówią o tym małżeństwie bardzo ostrożnie.- Nic nie jest przesądzone - stwierdza Wiesław Kamiński, lider PO w RMG.- Toczą się rozmowy z PiS, ale myślę, że koalicja miałaby sens tylko wtedy, gdyby wybory prezydenta odbywały się w sposób bezpośredni. Sensowne byłoby wtedy wystawienie wspólnego kandydata...- Dziś Zarząd Wojewódzki naszej partii ma dyskutować o możliwych koalicjantach przed wyborami - mówi z kolei Andrzej Jaworski, radny PiS. - Naszymi partnerami mogą być takie ugrupowania jak PO czy RS, ale za wcześnie mówić o konkretach.
Forum lubi ligę
Politycy PO i PiS nie ukrywają jednak, że warto byłoby zjednoczyć siły, aby zdecydowanie pokonać SLD. Na pewno nie jest w stanie tego zrobić ani UW, ani Forum Gdańskie. Pojawiły się przypuszczenia, że unici i Sojusz mogłyby zawrzeć koalicję przedwyborczą, bo ostatnio dobrze dogadują się w RMG. Aleksander Żubrys mówi jednak, że to nieprawdopodobny scenariusz, choć nie wyklucza możliwości współpracy z UW po wyborach z zawarciem koalicji włącznie. Jednak najpierw Unia do rady musi w ogóle wejść.Podobne wyzwanie stoi przed Forum Gdańskim, które swojej wyborczej szansy dopatruje we współpracy z Ligą Polskich Rodzin. Radni FG i posłowie LPR w zeszłym miesiącu bronili już wspólnie Roty w Gdańsku, która - ich zdaniem - powinna być częściej grana z Ratusza Głównego Miasta. Zaś Stefan Grabski z FG chciał być senatorem z listy LPR.- Współpracujemy z tą partią i wiele nas łączy. Koalicja jest możliwa, ale zależy nam na zachowaniu naszej odrębności - mówi Ryszard Biały, szef radnych forum.Kto może wygrać tegoroczne wybory? To pytanie zadaliśmy kilkunastu gdańskim radnym. PO, SLD, PiS, ewnetualnie Unia Wolności. Taki powyborczy porządek przedstawiła większość z nich. W Gdańsku rządziłaby wtedy najprawdopodobniej koalicja Platformy i PiS.
Sopocka koalicja
W Sopocie na 31 radnych 11 należy do Platformy Obywatelskiej, 4 reprezentuje RS AWS, trzech SLD, dwóch Przymierze Prawicy, jeden Unię Wolności, a 10 samorządowców deklaruje bezpartyjność. Przed wyborami grono sprawującej w kurorcie władzę Platformy prawdopodobnie będzie jeszcze większe.- Wszystko wskazuje na to, że koalicję zawrzemy z Prawem i Sprawiedliwością - mówi Jacek Karnowski, prezydent miasta z PO.Tymczasem, jak twierdzi Wieczesław Augustyniak (z RS AWS), przewodniczący Rady Miasta deklarację o chęci przyłączenia się do PiS wyraziło w marcu br. wszystkich czterech, sopockich radnych z RS AWS. Również w maju br. okazać ma się także, czy z PiS połączy się Przymierze Prawicy. Reprezentujący je w Sopocie Bartosz Piotrusiewicz deklaruje, że do wyborów pójdzie wraz ze swoim ugrupowaniem.Być może pod szyldem Platformy startować będzie także ,samotny biały żagiel" czyli Piotr Bagiński z Unii Wolności.- Do wyborów zamierzam startować z listy Unii Wolności, zdając sobie jednocześnie sprawę, że szanse mam w tym momencie niewielkie - dodaje Bagiński. - Jeżeli jednak uda się Unii pójść do wyborów z Platformą wówczas będę miał prywatną satysfakcję, że nie skakałem z jednego ugrupowania na drugie.
Gdyńskie sojusze
Aktualnie w gdyńskiej Radzie Miasta są trzy kluby partyjne: SLD, Samorządność i Prawica Polska. W tej kadencji tylko Sojusz Lewicy Demokratycznej sojuszy nie zawierał, choć...- Ostatnio nie partie, a ich pojedynczy członkowie zaczynają się do nas uśmiechać - twierdzi radny Adam Borkowski, wiceprzewodniczący Rady Miejskiej SLD. - Jeśli zaakceptują nasz program prospołeczny, kto wie, może i będzie z tego trwalszy związek.Mariusz Roman, jeden z gdyńskich liderów Prawa i Sprawiedliwości-Przymierza Prawicy myśli teraz nad szeroką koalicją Prawa i Sprawiedliwości oraz Ligi Polskich Rodzin ze środowiskami rzemieślniczymi i kupieckimi.Prezydent miasta, Wojciech Szczurek, kiedyś oficjalnie lider gdyńskiej AWS, dzisiaj też jest liderem ale gdyńskiego "Klubu Samorządność". Z którego będzie startował w wyborach samorządowych.
(dybleś), (vera,RM) za "Dziennikiem Bałtyckim" z 12 kwietnia 2002r. 12. 4. 2002
CBOS: 9 z 10 Polaków jest dumnych z bycia Polakami Niemal 90 proc. Polaków jest dumnych z faktu, że są Polakami. Ponad połowa najsilniej identyfikuje się ze społecznością lokalną; znikomą - 2-procentową - grupę stanowią ci, którzy czują się przede wszystkim Europejczykami. Takie m.in. wyniki uzyskało Centrum Badania Opinii Społecznej, które od 25 do 29 października ub. roku przeprowadziło na reprezentatywnej, tysiącosobowej grupie dorosłych Polaków sondaż dotyczący tożsamości Polaków.
"Polacy najczęściej wskazują na swoją +małą ojczyznę+ jako na najmocniejsze źródło samoidentyfikacji - ponad połowa respondentów (57 proc.) czuje się najsilniej związana ze swoim miejscem zamieszkania, czy społecznością lokalną" - pisze o wynikach sondażu Agnieszka Cybulska z CBOS.
Ponad jedna piąta badanych (22 proc.) na pierwszym miejscu stawia "identyfikacją narodową"; 15 proc. czuje się najbardziej związanych z regionem gdzie mieszka, bądź z którego pochodzi. Dwa proc. Polaków czuje się przede wszystkim Europejczykami.
Dumę z bycia Polakami wyraża 88 proc. społeczeństwa. Dla co dziesiątego Polaka własna narodowość nie jest powodem do dumy. Według sondażu, dumę z polskości deklarują częściej osoby słabiej wykształcone, silniej religijne i z prawicowymi poglądami politycznymi. Najczęściej dumę narodową czują mieszkańcy wsi i mniejszych miast.
(PAP) 12. 4. 2002
Proces ws. Grudnia`70: Jaruzelski milczy Gen. Wojciech Jaruzelski nie chce odpowiadać na pytania prokuratora, przedstawiciela NSZZ "Solidarność" i pełnomocników oskarżycieli posiłkowych. Czwartek jest kolejnym dniem toczącego się przed warszawskim Sądem Okręgowym procesu o "sprawstwo kierownicze" masakry robotników Wybrzeża w grudniu 1970 r. 26 lutego sąd musiał zacząć proces od nowa - po przerwie w rozprawie dłuższej niż 35 dni, wystarczy do tego wniosek jednej ze stron, a zażądało tego pięciu podsądnych.
Tak jak w poprzednim procesie, 78-letni Jaruzelski nie odpowiada na pytania. Strony dyktują je tylko do protokołu.
Według oficjalnych danych, w grudniu 1970 r., podczas tłumienia przez milicję i wojsko robotniczych protestów przeciw drastycznym podwyżkom cen, zginęły 44 osoby. Decyzję o użyciu broni wydał nieżyjący już szef PZPR Władysław Gomułka. W PRL nikogo nie pociągnięto za to do odpowiedzialności.
Warszawski proces w sprawie Grudnia`70 ruszył 16 października 2001 r., przy 10. próbie rozpoczęcia przewodu. Nie udawało się to od połowy maja 2001 r., wskutek m.in. różnych zabiegów obrony.
Oskarżonymi są: Jaruzelski (w 1970 r. szef MON), Stanisław Kociołek (b.wicepremier PRL), gen. Tadeusz Tuczapski (b.wiceszef MON) oraz czterej dowódcy jednostek wojska tłumiących robotnicze protesty. Żaden z oskarżonych nie przyznaje się do zarzucanych czynów. Wszystkim grozi dożywocie. Odpowiadają z wolnej stopy.
(and) za Wirtualną Polską 11. 4. 2002
ARCHIWUM AKTUALNOŚCI (LATA 2001-2006):
Grudzień 2001 |
Styczeń 2002 |
Luty 2002 |
Marzec 2002 |
Kwiecień 2002 |
Maj 2002 |
Czerwiec 2002 |
Sierpień 2002 |
Wrzesień 2002 |
Październik 2002 |
Listopad 2002 |
Grudzień 2002 |
Styczeń 2003 |
Luty 2003 |
Aktualności z lat 2004-2006
380442
|
 |
|